Minusy studiów informatycznych

Studia informatyczne mają nie tylko plusy, jak opisywałem to w poprzednim wpisie (link). W trakcie swojego toku nauczania napotkałem również kilka wad. Wielu osobom ostatecznie nie udaje się ukończyć tego kierunku. Dla niektórych programowanie okazało się zderzeniem ze ścianą, w pewnym momencie mi też tak się wydawało. W tym tekście chcę stanąć po drugiej stronie barykady, po stronie tych którzy w studiach widzą same minusy.

Ogrom pracy

Ten minus może pasować do większości kierunków studiów. Po szkole średniej, w której nauczyciele zazwyczaj starali się pomagać uczniom w zdobywaniu wiedzy, przychodzi uczelnia na której część doktorów i profesorów nie jest skłonna studentom iść na rękę i poświęcać czas. Im szybciej przyzwyczaisz się do nowego trybu nauki, tym lepiej dla Ciebie. A niestety studia to również pokusa poznania nowego miasta, nowych ludzi, nowych barów czy pubów. Koniecznie musisz nauczyć się rozgraniczać czas na naukę od czasu na rozrywkę. Jeżeli ta granica się zatrze, bardzo szybko odczujesz tego skutki w postaci oblanych laboratoriów, projektów, kolokwiów czy egzaminów.

Skupmy się jednak nad samymi studiami informatycznymi – programowania jest tutaj bardzo dużo. Do każdego laboratorium trzeba się przygotować, co trochę zajmuje. Projektom zawdzięczam wiele zarwanych i nieprzespanych nocy. Dopiero w późniejszym etapie studiów nauczyłem się zarządzać czasem, dzięki czemu nie poświęcałem pory spania na programowanie. Im wcześniej wdrożysz taką metodykę u siebie, tym lepiej. W aspekcie ogromu pracy musisz pogodzić się z tym, że swoje linie musisz zrobić, koniec, kropka. Tak jest w każdej branży i w każdym zawodzie, musisz się do niego po prostu przyuczyć, aby stać się wartościowym pracownikiem. Im bardziej zaangażujesz się na początku, tym szybciej i więcej owoców zbierzesz w przyszłości.

Prowadzący przedmioty

Tak jak wspomniałem w poprzednim punkcie, pewna część prowadzących nie jest skłonna w pomocy studentom. W niektórych przypadkach można odnieść wrażenie, że zajęcia prowadzą za karę. Na poparcie mojej tezy przytoczę pewne wydarzenie z zajęć laboratoryjnych, które odbywały się w ramach Podstaw Programowania na pierwszym semestrze. Kolega miał problem z kompilacją napisanego przez siebie kodu w języku C++. Od dłuższego czasu zmagał się z nim, w końcu postanowił poprosić o pomoc prowadzącego. Wywiązał się z tego następujący dialog:

– Panie doktorze, mój kod się nie kompiluje i nie działa.
– Faktycznie, nie działa…

Po czym prowadzący odszedł w celu monitorowania studentów. Pan doktor nie poświęcił nawet chwili, aby pochylić się nad przypadkiem kolegi. Nie bez kozery mówi się, że pierwszy rok na studiach służy do odsiania tych, którzy się nie nadają. Jednak z drugiej strony chwila czasu poświęcona na pomoc pomogłaby studentowi z rozwiązaniu problemu. Niestety takie przypadki się zdarzają na naszych polskich uczelniach. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy tacy są. Mam nadzieję, że takie przypadki to tylko wyjątki.

Terminy

Jedni mówią, że są nieubłagane. Drudzy, że bez nich ciężko jest się zmotywować do pracy. Na początku moich studiów miałem duży problem, żeby zmieścić się w jakimkolwiek terminie. Najczęściej dostarczałem laboratorium czy projekt wybrakowany i na bardzo małą ilość punktów. Dopiero potem z biegiem tygodni i miesięcy zacząłem zarządzać czasem, dzięki czemu żaden termin nie był mi już straszny. Oddawałem wszystko w określonym czasie, ze wszystkim się wyrabiałem. Dopiero własne negatywne doświadczenia dały mi do myślenia i pokazały mi, jak ważny jest to aspekt życia.

A co w przypadku, jeżeli z czymś się nie wyrobisz? Tutaj wszystko zależy od prowadzącego dany przedmiot. W przypadku projektów trzeba je wysłać na maila lub na specjalną platformę do tego przeznaczoną. Zaopatrzone są one w liczniki czasu, które odmierzają czas do deadline’u. Niestety w przypadku wysłania zadania po terminie, grozi nam nawet niezaliczenie przedmiotu! Całe szczęście zazwyczaj jest tak, że za opóźnienie są punkty karne. Przykładowo za każdy rozpoczęty tydzień po terminie odejmuje się punkty. Niektórzy są na tyle łaskawi, że przesuwają termin bez kar. Tak jak wcześniej wspomniałem, wszystko zależy od prowadzącego przedmiot.

Prace dyplomowe

Możliwe, że widząc ten punkt zastanawiasz się z jakich powodów znalazł się w moim rankingu minusów. Na ogół pisanie pracy dyplomowej jest przyjemnym i ciekawym doświadczeniem pod jednym warunkiem – temat pracy jest zgodny z naszymi zainteresowaniami. Niestety nie zawsze tak jest… Żeby opowiedzieć o tym punkcie muszę przedstawić jak wygląda proces przydzielania tematu pracy dyplomowej. Drogi są dwie, pierwsza premiuje tych bardziej samodzielnych: znajdujemy promotora, przedstawiamy mu swój temat i jeżeli okaże się on dobry – mamy zielone światło. Drugie podejście to wybranie jednego z gotowych tematów, które są przygotowywane przez katedry. Wszystko byłoby super, gdyby nie kilka kwestii…

Po pierwsze wybór tematu przygotowanego przez katedrę to zazwyczaj wyścig szczurów. Często zdarza się, że w dniu ogłoszenia większość tematów jest już zarezerwowanych. Dla tych, którzy zwlekają zostają same ochłapy. Wtedy jest praktycznie przesądzone, że będzie trzeba realizować temat który nam się nie podoba. Na moim wydziale pracę dyplomową inżynierską robiło się w kilkuosobowej grupie. Pół biedy, jeżeli to są znajomi po których wiadomo czego można się spodziewać i w czym się specjalizują. Gorzej gdy trzeba współpracować z przypadkowymi ludźmi, których zna się tylko z widzenia. Jeszcze gorzej jest, gdy nie wykazują oni żadnej inicjatywy w tworzeniu pracy. Wtedy czeka Cię nie tylko walka z projektem, ale również walka ze współpracownikami.

Zaliczenia

Najważniejszą kwestią na każdych studiach (bez podziału na wydziały czy kierunki) są zaliczenia. Aby zdać przedmiot, trzeba mieć określoną liczbę punktów z laboratoriów, projektów i zaliczenia pisemnego, czyli kolokwium lub egzaminu. Wszystkie te części składają się na ocenę końcową, zazwyczaj z każdej z nich trzeba zgromadzić minimum 50%. Tak jak w szkole podstawowej czy średniej są przedmioty łatwiejsze i trudniejsze. Tak samo jest na studiach – są kolokwia/egzaminy, które nie wymagają dużo czasu na przygotowanie. Jest też druga strona medalu, są zaliczenia na które poświęcisz nawet kilka tygodni. Są to tak zwane “kosy”, które w sposób brutalny weryfikują wiedzę studentów. Jeżeli odpuścisz temat i nie zaczniesz odpowiednio wcześniej przygotowań – zapomnij, że zdasz. Nawet nie ma co liczyć na łut szczęścia, przypadkowo takiego egzaminu nie zaliczysz.

To był mój ranking minusów studiowania na kierunku informatycznym. Jak myślisz, czy słusznie się one tu znalazły? A może chcesz dodać coś od siebie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach 🙂